SUPERBARBÓRKA 2017 – Kopalnia niespodzianek

Ostatnie z rozgrywanych w 2017 r. na Torze Kielce zawodów typu „Superoes” odbyły się 9.12. Coroczna grudniowa „Superbarbórka” nawiązuje do zapoczątkowanej w 1964 roku tradycji warszawskiego Rajdu Barbórki (wcześniej „Barburki”), nazwanego tak w ramach starań o większą przychylność ówczesnych, mocno fetujących górnicze święto, władz wobec sportu motorowego.

Obecnie nie wiadomo, jak można by taką przychylność zdobyć. Może zmianą sposobu mówienia o poślizgach? Może lepiej nazywać je z angielska „slajdami”. U błyszczących komputerowymi prezentacjami oficjeli może to budzić całkiem miłe skojarzenia. Dużo lepsze niż sam wyraz „poślizg”, używany także wtedy, gdy opóźnia się termin oddania nowego odcinka drogi...

Przypuszczenia, że mówienie „slajd” zamiast „poślizg” przyniosłoby dyplomatyczne korzyści to tylko zabawa słowna. Choć  każdy z członków i sympatyków Automobilklubu zrobiłby wiele dla powstania obwodnicy Miedzianej Góry, bardziej niż na pomoc ze strony administracji publicznej liczymy na stopniowy rozwój sportu motorowego w naszym województwie. Dużą pomocą są zdeterminowani zawodnicy mający zdolność do przyciągania uwagi kibiców i sponsorów.

Obsada Superbarbórki wymykała się pod tym względem jednoznacznej ocenie. Z jednej strony nie brakowało porywających przejazdów. Z drugiej - zaskoczeniem była frekwencja. Lista startowa licząca ok. 40 uczestników mogłaby być sukcesem na kilku innych imprezach, ale w przypadku „Superoesów” oznacza, iż wielu stałych bywalców postanowiło odpocząć. Wpłynęła na to również aura. Przed Barbórkami zawodnicy nastawieni są na jazdę po śniegu. Tymczasem 9 grudnia najlepszym wyborem okazały się opony deszczowe. Pogodowa niespodzianka i niewliczanie „Superbarbórki” do klasyfikacji sezonu przełożyły się na postawy kierowców. Zróżnicowane, z korzyścią dla publiczności, która dostała mieszankę jazdy skutecznej i widowiskowej. I to aż w siedmiu punktowanych kolejkach oraz w biegu treningowym. Wiele radości widzom dostarczać mogło zabawowe podejście Igora Jorża, który celowo wykonywał dodatkowe obroty wokół stojącej na trasie beczki. I robił to naprawdę efektownie. Skorzystał z tego jego rywal w klasie I - jeżdżący Daewooo Tico Przemysław Wołek, który zrealizował swój plan zdobycia pucharu za pierwsze miejsce. Momentami, mimo słabszego auta z Igorem rywalizować mógł też Rafał Zygan. Raz wynikami, innym razem elegancją przejazdu wokół beczki. Ostatecznie w ukończeniu zawodów przeszkodziła mu awaria układu chłodzenia.
Z humorem o swej decyzji startu opowiadał Michał Banaś. Jak twierdził, nie mógłby znieść świadomości, że koledzy dobrze bawią się za kierownicami i zdobywają puchar „Najszybsze FWD” w autach o niższym potencjale niż jego Honda CRX. Ostatecznie wygrał w klasyfikacji aut przednionapędowych (wspomniane „Najszybsze FWD”) oraz w klasie III przed jeżdżącymi Hondami Civic Grzegorzem Czerwonką i Jakubem Wąsowskim. Nie ziściła się natomiast jego prognoza, że jednym z głównych kandydatów do miana najszybszego kierowcy samochodu przednionapędowego może zostać Piotr Pakosiński. Zawodnik ten doskonale panował nad Volkswagenem Lupo i spokojnie wygrał klasę II przed Mariuszem Mazurem (również w Lupo) i Przemysławem Pypciem w Suzuki Swift. Nie mógł jednak liczyć na wyrównanie szans dzięki warunkom. W klasyfikacji „Najszybsze FWD” oprócz umiejętności kierowcy znaczenie miała także moc auta. Piotra Pakosińskiego wyprzedzili zatem wspomniany już Michał Banaś, startujący ok. 200-konnym Volvo S40 Piotr Dadok oraz Andrzej Podsiadło i Michał Niemiec. Dwaj ostatni to kierowcy Renault Clio, którzy zajęli dwa pierwsze miejsca w klasie markowej tego auta oraz w klasie IV. Trzecie lokatę w obu tych klasyfikacjach wywalczył Paweł Żeromiński.

Najszybszym zawodnikiem w aucie tylnonapędowym został zapraszany na Superbarbórkę jako „profesor jazdy wokół beczki” Tomasz Zagórski. Wywiązał się on z dwóch zadań na raz - z gracją okrążył wspomniany element trasy, ale także pojechał do domu z pucharami - za pierwsze miejsce w klasie V, przed Piotrem Dadokiem, i ze wspomnianym już trofeum za „Najszybsze RWD”. Podobnie jak zwycięzcy klasy III i klasy markowej Clio korzystał z przeznaczonego na deszcz ogumienia P2G firmy Michelin.

Mimo dość krótkiej jak na „superoesy” listy startowej, udało się skompletować klasę pań. Niezawodna Katarzyna Kęska wciąż uczy się, jak w pełni wykorzystać możliwości Mitsubishi Lancera Evo. Jej aktualne umiejętności okazały się zupełnie wystarczające do wyprzedzenia dysponujących słabszymi autami, ale większym doświadczeniem Pauliny Bajdy i Kingi Łukaszuk.

Mitsubishi Lancer Evo pomógł również Grzegorzowi Soji, który zajął pierwsze miejsce w klasie VI i w klasyfikacji generalnej. O 1,57 sekundy wygrał z kierowcą Subaru Sebastianem Kwietniem, który był bliski odrobienia straty wynikającej z pięciosekundowej kary w piątym przejeździe. Na najniższym stopniu podium stanął kolejny zawodnik w Lancerze Evo - Janusz Lelek. Sebastian Kwiecień wywalczył za to prymat wśród kierowców Subaru.

Ciekawostką klasy piątej było prowadzone m.in. przez Rafała Szeblę BMW serii 3 czwartej generacji, oznaczanej fabrycznym kodem E46, w nadwoziu compact. Trzydrzwiowa wersja fabrycznie nie występowała z najmocniejszymi silnikami, jednak ten egzemplarz wykorzystuje podzespoły modelu M3.

Całą „Superbarbórkę” oglądało się co najmniej równie dobrze jak mocno reklamowany filmowy przebój z „M” i „3” w tytule. 

 

Andrzej Szczodrak

fot. autor

Zarząd Okręgowy PZM: 
Kategorie: