Polski Związek
Motorowy

Jesteś tutaj Strona główna Finałowe rostrzygnięcia w DSMP

Finałowe rostrzygnięcia w DSMP

Z dnia: 2008-10-27

Ostatnia tegoroczna eliminacja Długodystansowych Samochodowych Mistrzostw Polski rozegrana w czeskim Brnie, zakończyła się trzecim miejscem dla Teodora Myszkowskiego i Stefana Bilińskiego jadących Porsche 997 GT3 Cup. Zajmując najniższy stopień podium, zawodnicy Automobilklubu Wielkopolskiego zdobyli tytuł Mistrzów Polski w klasyfikacji generalnej 2008.

TEODOR MYSZKOWSKI: - Przed startem musieliśmy podjąć decyzję, na jakich gumach pojechać. Dysponowaliśmy tylko slickami oraz deszczówkami, a nie mieliśmy medii, które na taką pogodę byłyby idealne. W tej sytuacji postawiłem na slicki. Pierwsze 3-4 okrążenia były bardzo ciężkie, ponieważ ścigałem się ze słabszymi BMW, które pojechały na deszczówkach. Póki było mokro to w zakrętach jechałem od nich wolniej, ale na prostych je wyprzedzałem. To była trochę ryzykowna walka. Gdy dublował nas DTM i akurat na moich oczach wpadł w żwir, stwierdziłem, że lepiej poczekać trzy, cztery okrążenia, porządnie dogrzać opony i dopiero wtedy ruszyć do ataku. I to, co sobie wymyśliłem, zadziałało perfekcyjnie. Po kilkunastu okrążeniach byłem już na drugiej pozycji w Mistrzostwach Polski. Niestety, gdzieś po godzinie wyprzedzał mnie DTM i pomimo, że zrobiłem mu sporo miejsca, to jego kierowca zawadził o mój tylny zderzak, lekko go przygiął, a ten obcierał o oponę. Groziło to kapciem, więc zjechałem do boksu, by mechanicy wyprostowali ten element. Gdy wróciłem na tor, zajmowałem trzecią pozycję, jakieś pół minuty za Karoliną Czapką. Miałem plan by ją dogonić, ale na prostej startowej skończył się silnik w czeskim BMW, samochód zaczął się palić i tuż przede mną wyjechał Safety Car. Wykorzystaliśmy to na wymianę opon, tankowanie i za ster usiadł Stefan, który perfekcyjnie wykonał dalszą robotę. Co prawda, Megane nie dogoniliśmy, ale trzecia pozycja pozwoliła nam zdobyć tytuł Mistrzów Polski w klasyfikacji generalniej DSMP. Jeśli się nie mylę to jestem pierwszym Polakiem, który w wyścigach torowych ma na swoim koncie tytuł Mistrza Polski w motocyklach i samochodach. To taki mój duży, prywatny sukces, który chyba cieszy mnie najbardziej.

Z racji końca sezonu chciałbym bardzo podziękować Wiesławowi Lukasowi, szefowi teamu za to, że dał mi możliwość startowania takim samochodem. Wielkie ukłony należą mu się przede wszystkim za pomoc po moim ciężkim wypadku na Torze Poznań. Dziękuję również mechanikom za doskonałe przygotowanie samochodu na każde zawody. Poza tym nie da się ukryć, że Stefan, mój zmiennik bardzo mądrze i rozważnie podszedł do naszych tegorocznych startów i odwalił kawał dobrej roboty. Dziękuję również mojej żonie i całej rodzinie za ogromne wsparcie na każdych zawodach!

STEFAN BILIŃSKI: - To był trudny wyścig z racji tego, że na torze jednocześnie znajdowało się aż 67 samochodów. Musiałem bardzo uważać na dublowanych zawodników oraz szybszych w DTM-ach i autach GT1, aby przez nieuwagę nie doprowadzić do głupiej kolizji. Ogólnie jestem zadowolony z jazdy, choć po tym wyścigu wiem, że na każdym nowym dla nas torze powinniśmy w przyszłości testować, by dobrze się przygotować do startu. Na samych zawodach jest trudno trenować, bo trzeba jechać bardzo rozsądnie, nie podejmować dużego ryzyka by nie uszkodzić samochodu. Ale co tu dużo mówić, to był fantastyczny weekend dla naszego zespołu, który zakończył się dla nas szarfą Mistrzów Polski. Jestem bardzo szczęśliwy z tego faktu, ponieważ to mój pierwszy tytuł i mam nadzieję, że nie ostatni! To było moje marzenie przed sezonem, które po ciężkiej pracy udało mi się spełnić. Muszę tutaj podziękować Teodorowi za jego doskonałą jazdę. To świetny kierowca, sportowiec, który bardzo konkretnie podchodzi do naszych startów. Myślę, że obaj ze sobą dobrze się zgraliśmy i stanowimy świetny duet na lata następne. Również pragnę podziękować Wiesławowi Lukasawi, za stworzenie nam komfortowych warunków do ścigania w pełnym cyklu DSMP. Za każdym razem dostawaliśmy świetnie przygotowany samochód, który jak się okazało, był dosłownie maszynką do wygrywania. To również duża zasługa mechaników z Lukas Motorsport pod kierownictwem Tomka Gajdy. Dziękuję również mojej żonie za to, że od początku wierzyła w nasz sukces!

MACIEJ OLEKSOWICZ: - Wyścigi to całkiem nowe doświadczenie i muszę powiedzieć, że na początku trudno było mi się odnaleźć w nowym środowisku. Pierwsze treningowe okrążenia pokazały, że brakuje mi powtarzalności w czasach poszczególnych kółek. Później było już znacznie lepiej. Podczas kwalifikacji miałem małą przygodę, bo na jednym z prawych zakrętów obcięło szpilki i pozbawiony lewego przedniego koła, wylądowałem na bandzie. Na szczęście uszkodzenia były niewielkie i chłopaki na serwisie wykonali kawał dobrej roboty.
Sam wyścig był o wiele ciekawszy od sesji treningowych. Co prawda, największe emocje były tylko podczas pierwszych okrążeń, kiedy cała stawka jechała jeszcze blisko siebie, ale w późniejszej fazie wyścigu starałem się włączać do walki z każdym w naszej klasie. Interesująco zrobiło się po zmroku. Dysponowaliśmy tylko seryjnym oświetleniem i na początku trudno było się w tych warunkach odnaleźć. Czasy poszczególnych okrążeń były słabsze od tych za dnia.
Ogólnie wyścigi są ciekawe, ale jak dla mnie, rajdy dostarczają więcej emocji. Być może byłoby inaczej gdybyśmy dysponowali mocniejszym samochodem i w klasie ścigałoby się więcej porównywalnych aut. Pierwotnie mieliśmy startować z mocniejszym, 260-konnym silnikiem, ale w wyniku awarii dysponowaliśmy zwykłą N-kową jednostką o mocy 190 koni. Tak czy inaczej cieszę się, że wraz z Tomkiem zostaliśmy sklasyfikowani na pierwszym miejscu wśród polskich ekip pełnego sześciogodzinnego dystansu. Jak na debiut to wspaniały wynik dla naszego zespołu i nagroda za trud, jaki włożyli nasi mechanicy podczas tych zawodów. To właśnie im chciałbym szczególnie podziękować. Podziękowania kieruję również w stronę firmy Pirelli, która zadbała o naszą przyczepność na torze. Oczywiście dziękuję również Tomkowi Gajewskiemu, który jest świetnym kolegą i współpraca z nim jest przyjemnością. Jeśli chodzi o moją przyszłość w wyścigach to z pewnością spróbuję ponownie wziąć w nich udział. Być może w jakimś markowym pucharze i mocniejszym samochodzie, ale jak na razie swą uwagę skupiam na Warszawskiej Barbórce.

TOMASZ GAJEWSKI: - To były wspaniałe zawody i mój pierwszy tak długi wyścig. Dotychczas ścigałem się na dystansie trzech godzin a tutaj było ich sześć. Nasz wynik był ukoronowaniem ciężkiej pracy naszego zespołu, zwłaszcza mechaników, którzy naprawdę sporo się napocili podczas tych zawodów. Po przygodzie Maćka w kwalifikacjach, serwis musiał wymienić sprzęgło, co w naszym Clio nie jest prostą sprawą. W normalnych warunkach taka operacja zajmuje około 3 godzin. Tutaj tego czasu było zdecydowanie mniej i za to mechanikom należą się duże brawa. Szkoda tylko, że nie dysponowaliśmy mocniejszym silnikiem, ale z drugiej strony słabsza jednostka była bezawaryjna, co w tak długim dystansie było kluczową sprawą. Mam nadzieję, że wraz z Maćkiem, który jak na swój debiut w wyścigach spisywał się znakomicie, zaliczymy ponownie jakieś długodystansowe zawody i uda nam się powtórzyć ten sukces.

ADAM KORNACKI: - Niestety, nie udało się zrealizować zamierzonego celu, jakim było zdobycie tytułu Mistrza Polski. Rywalizacja w tegorocznym cyklu DSMP była jednak tak zacięta, że jeden drobny błąd w ostatnim biegu sezonu, w konsekwencji którego zepsuło się sprzęgło, wyeliminował nas z walki. Mariusz pojechał swoją zmianę do końca, czyli do momentu wyjazdu na tor safety cara. Porsche nie jechało tak szybko, jak powinno. Kiedy wsiadłem za kierownicę, przejechałem za samochodem bezpieczeństwa kilka okrążeń, w tym czasie dogrzewając opony. Próbowałem zrobić wszystko, aby jechać dalej i ukończyć wyścig. Starałem się dojść do ładu ze sprzęgłem, jednak problemy z nim zaczęły postępować i po 50 minutach mojej jazdy musiałem skapitulować. Mariusz jeszcze raz próbował wyjechać na tor, ale była to już walka z wiatrakami i nie udało się ukończyć tego wyścigu. Zabrakło trzech kółek do zostania sklasyfikowanym i zdobycia tym samym tytułu wicemistrzowskiego. Nadzieje przed ostatnią rundą były ogromne, ale życie zweryfikowało nasze plany. Wszystko to otwiera nam drogę do rozmyślań o nowym sezonie. Plany są szeroko zakrojone. Sezon rozpoczniemy najprawdopodobniej bardzo wcześnie, bo już w styczniu planujemy wystartować w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju. Do tego startu mocno się już szykujemy i w moim przypadku nie ma mowy o jakimś załamaniu czy poddaniu. Będę dalej robić to co do mnie należy. Gratuluję Teodorowi oraz Stefanowi zwycięstwa w DSMP 2008. Trzeba przyznać, że początek oraz końcówka sezonu były w ich wykonaniu perfekcyjne. W pełni zasłużyli na ten tytuł i gratuluję im zwycięstwa z całego serca.

MACIEJ STAŃCO: - Największą satysfakcję mam z tego, że udało się objechać młode gwiazdy, jak chociażby Jonasa Gelżinisa, który należy do czołówki skandynawskiego Carrera Cup. Wykonaliśmy plan maksimum - po trzech godzinach wyścigu jechały przed nami tylko trzy DTM-y i Corvette klasy GT1, samochody absolutnie poza zasięgiem pucharowego Porsche. Jednemu Mercedesowi odmeldowała się piasta na dwa okrążenia przed końcem Epilogu, więc może były szanse na czwarte miejsce. Postanowiliśmy jednak zakończyć jazdę po trzech godzinach. W DSMP uzbieraliśmy w sezonie najwięcej punktów, ale regulamin wymaga skreślenia jednego wyniku, no i w efekcie mamy wicemistrzostwo. Szkoda, że dopiero na ostatnią eliminację wystawiliśmy samochód, w którym można było nawiązać walkę z rywalami. Po Brnie przeskoczyliśmy z czwartego na drugie miejsce w mistrzostwach. Moje plany na następny sezon skonkretyzują się przed końcem roku. Obecnie zbieram budżet na styczniowe 24 godziny Dubaju.

KAROLINA CZAPKA: - To był udany wyścig, nie można temu zaprzeczyć, ale na pewno był również bardzo ciężki i wiele rzeczy potoczyło się dość niespodziewanie. Zagraliśmy vabank, zakładając na starcie slicki. Przez pierwsze 20 - 30 minut miałam spore problemy i straciłam kilka pozycji, a samochód źle się prowadził. Opłacało się jednak to przeczekać i pojechać bez zmiany opon, co mogłoby mieć wpływ na końcowy rezultat. Jestem bardzo zadowolona ze swojej jazdy. Zjawiłam się w depo 10 minut wcześniej niż planowaliśmy, ponieważ pojawiły się problemy na prostej startowej. Jeden z samochodów najpierw zabrudził tor olejem, a później zaczął się palić i w efekcie wyjechał Safety Car. Zjechałam więc na zmianę w nadziei, że dużo zyskamy. Myślę, że było to słuszne posunięcie, aczkolwiek zabrakło nam czasu, aby wyjechać jeszcze przed Safety Carem i całą kolumną aut. Mogło więc być jeszcze lepiej, ale i tak jestem usatysfakcjonowana wynikiem. Szkoda, że cały sezon nie przebiegał tak, jak wyścig w Brnie. Trochę żałuję, że nie mogliśmy pojechać całego Epilogu. Wyścig sześciogodzinny jest super wyścigiem i miło byłoby pojechać go do końca. Z drugiej jednak strony nie ma co się okłamywać - ten samochód jest przygotowany do trzech godzin i sześć to już dla niego bardzo duży wysiłek, w szczególności na koniec sezonu. Nie chcieliśmy go więc zamęczać. Chciałabym gorąco podziękować wszystkim sponsorom, zespołowi i oczywiście Mateuszowi, z którym świetnie mi się współpracowało. Do tego samochód po raz kolejny został świetnie przygotowany.

Źródło www.autoklub.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści zabronione.

Do góry

 

PZM TU Generalny Sponsor Rajdu Polski

 

Partnerzy:

Autoklub.pl GSMP Wyscigigorskie.pl RajdowyPuchar.pl rsmp.info rsmp.info rsmp.pl Bezpieczne Rajdy Ice Racing Sanok 2012


ATV Polska